Blog dla wszystkich milosnikow Toskanii. Jesli chcesz podzielic sie swoimi przezyciami, spostrzezeniami i przygodami z wakacji spedzonych w tym regionie - opisz je wlasnie tutaj. Prosze przesylac teksty i zdjecia na adres: aleksandra.seghi@email.it

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Toskania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Toskania. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 listopada 2013

Kulinarne dwa tygodnie Honoraty we Wloszech

Czy pamietacie wypowiedzi Honoraty na blogu. Dla przypomnienia zapraszam tutaj.

W sierpniu Honorata odwiedzila Toskanie, by zebrac materialy niezbedne do napisania pracy magisterskiej.
Oto jakie sa jej wrazenia po pobycie w tym regionie:

Nasze kulinarne dwa tygodnie we Włoszech 

Dla przypomnienia: nazywam się Honorata i pisze pracę magisterską o turystyce kulinarnej Toskanii na przykładzie prowincji Arezzo. We wrześniu spędziłam urocze dwa tygodnie wraz z ukochanym, by uczestniczyć w festiwalach kulinarnych, cieszyć się smakami kuchni włoskiej oraz podziwiać piękno tego kraju. Odkrywanie Włoch zaczęliśmy od Rzymu. Mieliśmy tylko 2 dni przed wyjazdem do Toskanii by zwiedzieć to wieczne miasto, więc zwiedzanie było dość intensywne. Gdy w sobotę przyjechaliśmy do Arezzo, na stacji kolejowej czekała już na nas Pani Laura- właścicielka domu, w którym wynajmowaliśmy mieszkanie. Sama wcześniej mailowo zaoferowała, że nas odbierze ze stacji. Ponieważ dom znajdował się na górze, a my zamierzaliśmy korzystać z transportu publicznego Pani Laura zaproponowała, że pojedziemy do supermarketu by zrobić większe zakupy. Po drodze pomogła nam też kupić kartę do Internetu, z którym bądź co bądź mieliśmy trochę przygód. Gdy tylko zrobiliśmy zakupy, zostawiliśmy je w mieszkaniu i pojechaliśmy na festiwal wina, oliwy i winogron do pobliskiego miasteczka Ciggiano, zahaczając o mieszkanie Pani Laury by zabrać jej męża. Przyjechaliśmy do Arezzo po 18, więc gdy byliśmy już w Ciggiano było ciemno. W niedzielę odwiedziliśmy Park, w którym odbywał się festiwal ulicznego jedzenia z całych Włoch. Następnie znów z zaprzyjaźnioną Panią Laurą i jej mężem pojechaliśmy na festiwal Saracena i domowych ciast w mieście Talla. 


Był to jedyny dzień, gdy padało. Wracając pojechaliśmy do Castelnuovo na festiwal papardelle z mięsem z zająca. W poniedziałek byliśmy w Cortonie, w której jedliśmy najlepszy lody podczas całego wyjazdu. 



Czekając na samej górze na autobus widzieliśmy jak wjeżdża na góre, by zaraz potem zjeżdżał w dół, ale bez nas. Okazało się ze przystanek na którym czekaliśmy nie funkcjonował i musieliśmy schodzić krętą drogą bez pobocza do najbliższego miasteczka Camucia by wrócić pociągiem. We wtorek natomiast byliśmy w Anghiari gdzie jedliśmy najlepszą pizzę. 



Środę po południu spędziliśmy na degustacji wina w winnicy nieopodal Arezzo. Wieczorem czekała nas kolacja w gronie Pani Laury, jej znajomych i innych wynajmujących mieszkanie w domu. Czwartek był dniem odpoczynku, opalania i podziwiania z góry miasteczka, na które mieliśmy piękny widok. W piątek wybraliśmy się do Pizy i Lukki. Kolejny weekend oznaczał kolejne festiwale. W sobotę pojechaliśmy na festiwal Polenty do Monterchi. Niestety autobus, którym jechaliśmy nie zatrzymywał się tam więc wysiedliśmy w znanym nam już Anghiari. Po chwili namysłu, wiedząc, że nie jesteśmy zbyt daleko od celu postanowiliśmy złapać stopa. I udało się. Po zaledwie 2 minutach złapałam swojego pierwszego w życiu stopa. Pan nie tylko dobrze mówił po angielsku, ale także podwiózł nas pod sam festiwal oraz poinformował, że jego znajoma jest organizatorką festiwalu, który mieliśmy odwiedzić następnego dnia. Na polentę czekałam dość długo i potem musieliśmy biegiem i szybkim marszem pokonać 2 km, by złapać ostatnio autobus do domu. 



Niedziela to wyprawa do Montagnano na festiwal kaczki. Niestety nie udało nam się doczekać otwarcia stoisk gastronomicznych, jednak obejrzeliśmy paradę traktorów, mieszkańców w strojach z epoki oraz wyścig w turlaniu stogu siana. 



Następny tydzień z założenia miał być bardziej intensywny. W poniedziałek pojechaliśmy autobusem do Sieny ,we wtorek do Modeny i muzeum Ferrari, w środę do Bolonii, a czwartek do Florencji. 



Piątek był dniem odpoczynku i robienia zakupów kulinarnych do Polski. Wieczorem pożegnaliśmy Arezzo w restauracji na Piazza Grande, popijając Prosecco. W piątek z samego rana, a właściwie można by powiedzieć, że w nocy, bo po ciemku o 5 rano udaliśmy się na stację kolejową by dojechać znów do Rzymu. W Rzymie byliśmy ok 10 więc spędziliśmy kilka godzin zwiedzając dalsze atrakcje, które na nas czekały. Podczas wyjazdu najbardziej zaskoczyło mnie to, że Pani Laura nie wzięła od nas żadnych pieniędzy chociażby za benzynę, którą zużyła w pierwszy weekend naszego pobytu. Z Panią Laurą nawiązałam bardzo dobry kontakt. Rozmawiałyśmy po angielsku i dużo mi opowiadała. W mieszkaniu znaleźliśmy ciekawe książki o włoskim jedzeniu tradycjach, które Pani Laura pozwoliła mi wziąć. Na pewno przydadzą mi się do pisania pracy magisterskiej. Odwiedziłam też biuro szlaku wina prowincji Arezzo. Pani bardzo się zdziwiła gdy jej powiedziałam, że nie dostałam od niej żadnych materiałów. Szybko skompletowała nowy zestaw i bogatsza o nowe materiały wyszłam z biura. Ponieważ leciałam samolotem a miałam dużo książek i broszur postanowiłam wysłać je pocztą by nie dopłacać do bagażu. Ponieważ pan na poczcie nie mówił po angielsku, zajął się moją paczką i wszystko sam załatwił. Do mnie należało tylko zapłacenie 30 euro za 7 kg. Pełna obaw czekałam w Polsce na paczkę, jednak po dwóch tygodniach od mojego powrotu, ku mojej radości paczka dotarła. Dzięki temu wyjazdowi łatwiej będzie mi teraz pisać moją prace magisterską, ponieważ wiem jak naprawdę wyglądają festiwale kulinarne we Włoszech. Naukę włoskiego, którą rozpoczęłam przed wyjazdem postanowiłam kontynuować po powrocie i mam nadzieje, że z czasem mój włoski będzie coraz lepszy.

 

Serdecznie dziekuje za opisane wrazenia przez Honorate. Zdjecia pochodza z archiwum autorki wspomnien.

sobota, 5 października 2013

Pustynia w Toskanii

Agnieszka na blogu Wloskicafe opowiada o toskanskiej pustyni:

Deserto di Accona, to skrawek pystyni w obrębie słynnych Crete Senesi, kolorowych wzgórz toskańskich rozciągających się na południowy wschód od Sieny, obejmując miejscowości: Asciano, Trequanda, San Giovanni d'Asso, Monteroni d'Arbia, Rapolano Terme, Buonconvento.
 

Ten wyjątkowy krajobraz bogaty w charakterystyczne wąwozy, strome i suche krawędzie wzgórz rzeźbione przez erozje wodne na terenach gliniastych i piaszczystych tworzących tzw. calanchi i biancane, jest pozostałością morzą, pokrywającego te tereny przed tysiącami lat.
 
Pustynia zachowała przez wieki krajobraz "księżycowy" ponieważ nader trudno było te ziemie uprawiać.
 
Serdecznie dziekuje Agnieszce z Wloskicafe za udostepnienie w/w tekstu.
 
 
 
 

sobota, 27 lipca 2013

Podróż do Florencji


Swoje wrazenia z pobytu we Florencji i ogolnie z Toskanii opisala pani Ewa. Oto jak go wspomina:
Wczasy w Toskanii - Podroz do Florencji
Postanowilismy wyprobowac przejazd autokarem do Wloch. Pierwsze nasze zdziwienie, ze busem zawieziono nas spod domu do Cieszyna, a tam dopiero była szybka przesiadka do własciwego autokaru ( w biurze podrozy o tym nas nie poinformowano). Na miejscu bylismy godzine po planowanym przyjezdzie. Autokar zatrzymal sie na przystanku obok glownego dworca Florencji, Santa Maria Novella, wiec zaraz udalismy sie do kas biletowych. Wszedzie natłok turystow rozmawiających w roznych jezykach i ogromna kolejka do kas biletowych. Na szczescie mozna kupic bilety w automatach na karte lub pieniadze , wybierajac np. jezyk angielski. Kupiony bilet nalezy samemu skasowac w kasowniku, ktory wisi na kazdym peronie, poniewaz konduktor chętnie wypisuje mandat – przy nas cztery Japonki zaplacily lacznie 40 euro kary za brak skasowanych biletow.
Pociagi wloskie kursują planowo i oplaca się nimi podrozowac. Przejazd np. z Florencji do Castelfiorentino kosztowal nas 15 euro ( dwie osoby dorosle i dwoje dzieci). Natomiast przejazd busem z Castelfiorentino do agroturystyki, gdzie mielismy zakwaterowanie, trwal 5 minut i kosztowal lacznie 5 euro, a taksowka az 15 euro. W autobusie dzieci do metra wzrostu maja znizke, trzeba wiec podac wzrost dziecka, a nie wiek.  Bilety w malej miejscowosci jak Castelfiorentino kupuje sie do autobusu – w barze, a do pociągu w kasie biletowej, automacie na stacji lub w kiosku.
POBYT W AGROTURYSTYCE
Agroturystyka w Castelfiorentino  jest wymarzonym miejscem na odpoczynek z dziecmi z dala od ruchu miejskiego, wsrod przepieknych widokow na toskanskie wzgorza.

                                   Zdjecie pochodzi z archiwum pani Ewy


Wygodne apartamenty z urzadzona kuchnia, basen, rozlozysta palma, pachnace krzewy azalii – to tylko czesc przyjemnosci. Za niewielka oplata mialam mozliwosc udziału w lekcjach jezyka wloskiego prowadzonych przez wlascicielke – poznawanie historii, kultury, sposobu przygotowywania tradycyjnych posilkow toskanskich. Prawdziwa gratka! Efektem lekcji prowadzonych w dawnej kuchni babci wlascicielki były kolacje dla mojej rodzinki, podane w rownie zabytkowej jadalni.
CO JADA SIĘ W TOSKANII?
Przystawki do obiadu to np. melon z szynka, chleb podpieczony w piekarniku, posmarowany czosnkiem, posypany sola i polany oliwa, może tez byc salatka z rukoli i pomidorow.
Do pieczonych mies nie było ziemniakow tylko chleb, a zupa fasolowa została podana z makaronem. Ciekawostka były kotlety mielone, do których dodaje się utarta skorke z cytryny. Smakuja interesująco.  Nie moglo zabraknac pizzy toskanskiej i pysznych dan z makaronem w roli glownej. Po upalnym dniu na deser najlepsze były lody smietankowe z dodatkiem czekolady – wspaniale w smaku! I tak wygladaly nasze kolacje.
Sniadania i kolacje przygotowywalismy sami po uprzednim zakupie towarow w supermarkecie w Castelfiorentino. Za 80 euro wystarczylo nam jedzenia na caly tydzien. 
ZWIEDZANIE
Jezeli nie ma sie samochodu, to trzeba już o 8.03 wyjechac z przystanku autobusowego do Castelfiorentino (autobus jedzie jeszcze ok. 13.00 i 17.00), a później co pol godziny jest polaczenie pociagiem do Sieny, Empoli czy Florencji. Pociagi sa z klimatyzacja, wiec mozna przyjemnie podrozowac.
Florencja niestety zatloczona, natomiast spokojniej jest w Pizie, nie licząc miejsca kolo krzywej wiezy. Podobnie z pamiątkami, tansze sa w Pizie.

Zdjecie pochodzi z archwium pani Ewy
 
We Florencji wielka namaszczeniem poglaskalismy dzika kolo Targu, co ma oznaczac, ze za rok chcemy tu na pewno powrocic. 

POWROT DO POLSKI
Po 15 minutach jazdy autokarem, którym wyjechalismy z Florencji, autokar sie zepsul na autostradzie. Na szczescie miedzy tunelami. Zaraz pojawila się policja i kierowcy musieli zatrzymac inny polski autokar, ktory jechal do Krakowa. Kazano nam się przesiasc bez słowa wyjasnienia, bez informacji gdzie dalej jedziemy… Dotarlismy do Bolonii na stacje autobusowa i tam czekalismy 5 godzin na kolejny transport. Zeby było ciekawiej, firma kazala zawrocic inny autokar Eurobus, ktory był juz przy granicy wlosko – austriackiej, aby przyjechal do Bolonii i tam z nami czekal na przyjazd naszego autokaru… Tak wiec juz nie tylko my koczowalismy na peronie stacji, ale jeszcze grupa pasazerow kolejnego autokaru… Po 5 godzinach obydwa autokary ruszyly w droge, a w Cieszynie zrobiono nam kolejna przesiadke. Po co o tym pisze? Bo wszyscy czulismy się upokorzeni taka sytuacja, ze placimy za przejazd wcale niemale pieniadze i jedziemy zdezelowanymi autokarami przez pol Europy. Kilka lat wczesniej w drodze powrotnej z Grecji musielismy pchac autokar na srodku skrzyzowania w Budapeszcie. I nie wazne, ze inna firma organizowala wyjazd. Co mozna wiec doradzic? Samolot lub najlepiej wlasny transport, z którego my na pewno skorzystamy w przyszłym roku, bo do Toskanii warto wrocic. 
                                                                           Ewa 

Serdecznie dziekuje pani Ewie za wiele cennych informacji dla tych, ktorzy wybieraja sie do Toskanii. 

piątek, 5 lipca 2013

Ponte della Maddalena

Dzisiejszy post zawdzieczamy Blance z bloga Autostrada del Sole. Zapraszam do lektury:

Dziś opowiem Wam o pewnym bardzo interesującym Moście Diabła (Ponte del Diavolo) i związanej z nim tajemnicy, która przekazywana jest z ust do ust od pokoleń.


Konstrukcja nosi też nazwę Mostu Magdaleny (Ponte della Maddalena) lub Mostu Matyldy z Kanossy. To ta ostatnia zleciła zresztą jego wzniesienie. Co najbardziej zadziwia w budowli, to jej niespotykany kształt (jeden z łuków mostu jest zdecydowanie wyższy o pozostałych). Wytłumaczenia tego faktu należy szukać w legendzie związanej z jego powstaniem. Głosi ona, iż na dzień przed oddaniem mostu w użytkowanie, Borgo a Mozzano nawiedziła niespotykana powódź, która doszczętnie zniszczyła dopiero co wzniesiony most. Bliski targnięcia się na swoje życie architekt, który odpowiadał za pomyślne zakończenie prac, zaczął wznosić modły do wszystkich możliwych świętych, z nadzieją, że któryś z nich pomoże mu odbudować most zaledwie w jedną noc. Na nic zdały się jednak litanie, odpowiedzi nie było. I wtedy też na scenie pojawił się diabeł, który zaofiarował swoją pomoc w zamiam za duszę istoty, która jako pierwsza przejdzie przez most. Architekt przystał na to bez chwili wahania i dopiero następnego ranka zaczęły targać nim wyrzuty sumienia. Skruszony, opowiedział o pakcie z diabłem biskupowi, który przybył by poświęcić most. Duchowny zdecydował się użyć podstępu i tuż po zakończeniu inauguracji, na most, jako pierwszego, wpuszczono prosiaka (niektórzy mówią, że był to pies). Gdy diabeł zdał sobie z tego sprawę, rozzłościł się na dobre. W szale wściekłości uczepił się jednego z łuków mostu, próbując go wyrwać. Moc święconej wody okazała się jednak silniejsza i budowla pozostała na swoim miejscu, choć jeden z łuków nieco się "wyciągnał". Co też można obserwować nad rzeką Serchio po dziś dzień.

piątek, 14 czerwca 2013

Kudłacze w podróży. Toskanskie wspomnienia

1 czerwca rusza sprzedaż książki "Kudłacze w podróży. Włochy na trzy collie". A juz dzisiaj pani Anna tak wspomina podroz po Toskanii:
"Do San Gimignano tym razem wskoczyliśmy specjalnie na spacer wśród wież i na lody Santa Fina i o smaku szampana ( i po wino tuz obok). Mieliśmy ochotę na kawę Boccacio w Certaldo, ale było już zbyt późno.
Kiedyś nocowaliśmy w Bagni di Lucca i ruszaliśmy z tego miejsca w Toskanię. Niektóre miejscowości mamy porządnie sprawdzone".
Juz niedlugo bedzie mozna przeczytac ksiazke.



Blog Turysta w Toskanii zostal jej patronem medialnym.

wtorek, 30 kwietnia 2013

Ankieta o Toskanii

Napisala do mnie Aleksandra, ktora zwraca sie z prosba do wszystkich milosnikow Toskanii:

Witam wszystkich wielbicieli cudownej Toskanii. Mam na imię Aleksandra i w tym roku koncze studia o kierunku Turystyka i Rekreacja. Pisze aktualnie prace magisterską właśnie o Toskanii, a dokładniej o jej walorach kulturowo przyrodniczych. Dopelnienie mojej pracy jest ankieta i tutaj mam prosbe do wszystkich czytelników. Ankieta jest prosta zajmie wam chwile, a dla mnie będzie to ogromna pomoc. Z gory bardzo wam dziekuje i serdecznie pozdawiam:) 

Poniżej link do ankiety:

środa, 10 kwietnia 2013

Karnawal Sredniowieczny w San Casciano val di Pesa

Serdecznie zapraszam do obejrzenia krotkich relacji filmowych z wydarzenia sredniowiecznego, ktore odbylo sie 7 kwietnia b.r. w San Casciano val di Pesa.

Czesc 1: Czesc 2: Czesc 3: Czesc 4: Czesc 5: Czesc 6: Czesc 7: Czesc 8: Czesc 9: Czesc 10: Czesc 11: Czesc 12: Czesc 13: Czesc 14: Czesc 15: Czesc 16: Czesc 17:

środa, 6 marca 2013

Pasja podrozowania

Dzisiejsze opowiesci o Toskanii dostalam od pani Elwiry, ktora jest profesjonalnym pilotem wycieczek. Jezdzi ona po calutkim swiecie, a ostatnio rowniez do Toskanii :) Opowiesci zostaly zapisane w formie wywiadu:

Turysta w Toskanii: Co najchetniej w Toskanii zwiedzaja Polacy?
Elwira Baka: Nasi rodacy najczęściej maja programy standardowe tj: Florencja, Siena, Piza , Lukka, i od niedawna pływamy na Elbę do Portoferraio.

                            Siena

                                                   Piza

                                                                        Florencja

Turysta w Toskanii: Jak daje sobie pani rade z upalami, ktore panuja tutaj w letnich miesiacach?
Elwira Baka:  Jeśli chodzi o upały, to akurat mnie w ogóle nie przeszkadzaja, kocham słońce , bo w Polsce mamy go zdecydowanie za mało.

 W strone Elby

Turysta w Toskanii: Jak wygląda Toskania od strony pilota?
Elwira Baka: To jedno z cudowniejszych miejsc na Ziemi, piękne widoki, cudowna architektura , wspaniała kuchnia, wspaniałe wina które degustujemy z wielka przyjemnością.

Turysta w Toskanii: A Toskanczycy?
Elwira Baka: W Toskani zawsze spotykam się z uprzejmością w hotelach, bo my Polacy jesteśmy przez Włochów bardzo miło przyjmowani.

Montecatini Terme


Turysta w Toskanii: Jakie sa najczestsze pytania turystow?
Elwira Baka: Rodacy pytaja oczywiscie o kulture, zabytki, architekture Toskanii. Moje grupy często zadają tez takie pytania jak : dlaczego chleb jest bez soli, dlaczego śniadania są dość skromne, a kolacje obfite.

Plac Swietego Michala we Florencji

Serdecznie dziekuje pani Elwirze za udostepnienie zdjec oraz za rozmowe.

wtorek, 5 lutego 2013

Pisanie pracy magisterskiej z Toskanii

Z Honorata poznalysmy sie na spotkaniu autorskim ("Slodkie pieczone kasztany"). Opowiedziala mi o swoich planach zwiazanych z Toskania. Zechciala podzielic sie swoimi wspomnieniami z tego regionu na blogu Turysta w Toskanii:


"Przygodę z tym cudownym krajem zaczęłam w wieku 10 lat, wtedy, gdy pojechałam na wakacje do Toskanii z rodzicami i znajomymi. Mieszkaliśmy w pięknej Villi na wzgórzu, gotowaliśmy, zwiedzaliśmy i świetnie się bawiliśmy. Florencja, Siena czy Piza, wciąż mam w głowie te piękne miasta. To wtedy rodzice zaszczepili we mnie miłość do tego kraju, ich kultury i kuchni.


By móc rozwijać pasję do kuchni włoskiej, postanowiłam napisać na ten temat swoją pracę magisterską „Turystyka kulinarna Toskanii”. Dzięki temu mam pretekst żeby znów odwiedzić Toskanię i poznać ją na nowo, już nie, jako dziecko."

Wspomnienia z Toskanii?
"Pamietam, ze lody ciągle probowalismy i wtedy pierwszy raz zobaczylismy lody ACE. Na pewno tez pojechalismy specjalnie do restauracji w Lucce , gdzie jedlismy pizze, bo czytalismy,ze jest najlepsza w tym miescie. u Napoleona na Elbie bylismy, Volterra - alabastry i San Giminiano miasto wiez, Piombino -miasteczko z ksiazki o psie ktory jezdzil koleja, Siena to pamietam plac i wieze, Piza to jak wiadomo wieza, we Florencji most ponte vecchio i katedra oczywiscie, tam to tez pamietam dziki tlum i ulicznych artystow. 
Co do jedzenia niestety duzo nie pamietam ale wiem,ze probowalismy lodow, tiramisu, i na pewno bralam zawsze albo makaron albo pizze. Pamietam tez pola slonecznikow. Ze zdjec jeszcze sobie przypomnialam, ze przy naszej vili byly dziki i ze byla na wzgorzu." 


Zdjecie pochodzi z archiwum Honoraty Szatkiewicz. 

wtorek, 4 grudnia 2012

Pociag Natura

Pociąg Natura to relaksująca podróż pociągiem po wiejskich obszarach położonych na południe od Sieny.To nielada przygoda. To tak jak bysmy nagle oderwali sie od pedu zycia, wsiedli do tego pociagu z epoki i rozkoszowali sie powolnoscia sytuacji, oddali sie relaksowi, wyciszyli i podziwiali rozciagajace sie przed nami wspaniale widoki.
Wycieczka trwa caly niedzielny dzien i oprocz jazdy w odrestaurowanych wagonach przewiduje rowniez wizyty na swietach i festynach w roznych toskanskich miastach, przede wszytkich w gorach Amiata.W celu uprzyjemnienia podróży, turystom towarzyszą wolontariusze zajmujący się organizacją oraz udzielaniem informacji turystycznych na temat mijanych krajobrazów.
Pociag Natura zaczyna swoje podroze juz w kwietniu. Pierwszy wyjazd przewidziany jest na targi antykow oraz rekodzielnicze w Buonconvento. Tak sie sklada, ze wydarzenie to znam osobiscie gdyz rok rocznie wyjezdzam wlasnie do Buonconvento by wystawic moja drewniana bizuterie. Wracajac do pociagu wyjezdza on z Sieny o godzinie 9.10 . O godzinie 10 jest w Asciano, a nastepnie o 11.30 w Monte Antico. Tam ma dluzszy postoj gdyz lokomotywa potrzebuje nabrac wody by kontynuowac jazde. Tam tez turysci maja wolny czas na zrobienie zdjec. O 12. 20 przybywamy do Buonconvento i mamy czas do godziny 17. W miedzyczasie mozliwe jest zjedzenie obiadu w jednej z miejscowych restauracji. Mam nadzieje, ze u Ducia na skrzyzowaniu centralnych ulic miasta. Za symboliczna sume jednego euro mozemy zwiedzic muzea w Buonconvento.
Nastepna wycieczka odbywa sie pod koniec kwietnia. Pociag jedzie z Sieny do Castiglion d'Orcia. Przewiduje postoj w Monte Antico na przerwe dla lokomotywy oraz na zrobienie zdjec. Z Monte Antico pociag przejezdza przez Park Val d'Orcia, rejony gdzie produkowane jest wino Brunello di Montalcino oraz Crete Senesi. Widok z okna jest niezapomniany i jedyny w swoim rodzaju. Nierowne wzgorza, gra kolorow, cyprysy rosnace w poblizu wiejskich domow. Pozostaje tylko rozmarzyc sie i upajac widokiem. To wlasnie dzieki takim widokom zakochujemy sie w Toskanii. Dojezdzamy do Torrenieri i przechodzimy do autokaru,ktory zawiezie nas do Castiglione d’Orcia. O godzinie 12 jestesmy na miejscu, zwiedzamy miejskie atrakcje oraz centrum historyczne. O godzinie 16.30 wracamy w kierunku Asciano skad odjezdza nasz pociag.




Trzecia podroz zaplanowana jest na 1 maja na wydarzenie o nazwie MAGGIOLATA w S.ANGELO. O godzinie 9.45 wyjezdzamy z Sieny. Lokomotywa na pare zawozi nas do Monte Antico, gdzie dzieki 15 minutowej przerwie mozemy zrobic troche zdjec. O godzinie 12 zawitamy na stacji w San Angelo, a tam bedzie na nas czekac miejscowa orkiestra. To bardzo mily moment wycieczki, rodzaj przywitania turystow przez miescowych ludzi. W Sant Angelo mamy mozliwosc wykupienia wizyty z przewodnikiem u producenta win Banfi. Obiad rowniez po uprzednim zarezerwowaniu, cena dla doroslego to 20 euro, dzieci od 4 do 10 lat placa 10 euro ,dzieci do 4 lat placa tylko za nakrycie. Popoludniowa pora asystujemy w roznych miejscowych wydarzeniach w tym wystepy grup folklorystycznych, orkiestr detych, ktore przechodza glownymi ulicami miasta. Tam rowniez znajduja sie stoiska z artykulami rekodzielniczymi. O godzinie 16.40 pelni wrazen i zakupow powracamy do Sieny.
Czwarty pociag natura wyjezdza z Sieny mniej wiecej w polowie maja. Przewiduje on podroz na targ o nazwie Crete w miejscowosci Asciano oraz swieto sera odbywajacego sie w tym samym miescie. Asciano posiada male, ale przytulne centrum historyczne. Warto jest sie tam wybrac. Tak wiec o godzinie 8.55 wyjezdzamy z Sieny, o 10.20 dojedzamy do Monte Antico, nastepnie mijamy Park Val d'Orcia, Crete Senesi az dojezdzamy do Asciano Scalo. Tam czeka na nas autokar by podwiezc nas do samego centrum Asciano.Popoludniu mozemy przejsc sie po targu rekodzielniczym. W tym roku oprocz targu odbylo sie rowniez swieto sera pecorino. Milosnicy sera pewnie juz zacieraja raczki na sama mysl o tym wydarzeniu i widza przed oczami gory toskanskich serow, wszystkich do sprobowania. Podczas takich swiat sprzedawcy chetnie kroja male kawaleczki sera i podaja nam do degustacji. W Asciano mozemy pojsc do 3 muzeuw. A o godzinie 17 musimy kierowac sie na stacje Asciano Monte Oliveto Maggiore skad odjedzie nasz pociag natura i uda sie do Sieny.
Kolejna podroz pociagiem odbywa sie w okolicach 20 maja i dotyczy swieta pociagow w Torrenieri.O godzinie 9.45 wyruszamy z Sieny, o 11.10 jestesmy w Monte Antico i po krotkiej przerwie zwiazanej z manewrami lokomotywy oraz po pstryknieciu kilku zdjec ruszamy do Torrenieri. Oczywiscie przejezdzamy przez Crete Senesi i rozkoszujemy sie wspanialymi toskanskimi widokami. O 12,30 jestesmy na miejscu, ogladamy wystawe modeli kolejowych, a jesli zarezerwowalismy miejsce to udajemy sie na wspolny obiad w miejscowym teatrze. O godzinie 17 odjezdzamy z Torrenieri i kierujemy sie na stacje do Asciano Scalo a nastepnie do Sieny.
Pod koniec maja pociag natura czyli po wlosku treno natura udaje sie na targi pt: ARTI E MESTIERI w gorach AMIATA. Wyjazd jak zawsze z Sieny. Ciekawostka jest to, ze w pociagu beda obecne osoby przebrane w kostiumy z epoki. O 9.10 wyjezdzamy z Asciano Scalo i udajemy sie do Sant’Angelo-Cinigiano. I tak jak w poprzednich przypadkach tak i teraz przejezdzamy przez Crete Senesi i rozkoszujemy sie wspanialymi ,toskanskimi widokami. O 10.30 jestesmy na miejscu.Mozemy udac sie piechota sciezkami Val d'Orcia i w rejonie Montalcino. Tu robienie zdjec gwarantowane, powiedzialabym obowaizkowe. Nastepnie autokar zawozi nas w gory Amiata, na wydarzenie o nazwie “arte e vecchi mestieri”, podczas ktorego odbywaja sie rozne spektalke folklorystyczne. Na miejscu przed uprzednia rezerwacja mozemy zjesc obiad w restauracji. O 16.10 zbieramy sie do powrotu do Sieny.

Kolejny treno natura wyrusza dopiero w polowie pazdziernika, gdzie w Castiglion d'Orcia odbywa sie swieto prawdziwka. Dla smakoszy grzybow to wspaniale wydarzenie i okazka wyprobowania toskanskiego porcino. Wyjazd oczywiscie z Sieny Przejazd Crete Senesi do Monte Antico a nastepnie w gorach Amiata przejscie do autokaru i dojazd do Vivo d'orcia. Tam czas wolny i zabawa na swiecie grzyba, degustacje, ewentualny obiad (jesli wczesniej zarezerwowaliscie go). Poznym popoludniem wracamy do Sieny.
Po swiecie grzyba kolej na swieto kasztana w gorach Amiata. Lokomotywa na pare wyrusza z Sieny i przejezdzajac przez Crete Senesi i wzdluz parku Val d'orcia zawozi na do Sant’Angelo-Cinigiano , skad autokarem dostajemy sie w gory Amiata. O 11.10 dojezdzamy pod las kasztanowy i mamy wolny czas na zbieranie kasztanow. Uwaga, dotyczy on osob, ktore zarezerwowaly obiad! Mam nadzieje, ze zbieranie nie wciagnie was tak jak mnie. Wokol nas bedzie tyle kasztanow, ze predzej czy pozniej (z doswiadczenia wiem, ze szybko) skoncza nam sie wolne siatki lub torebki. Po obiedzie w Abbadia San Salvatore, ktore tak na marginesie warte jest zwiedzenia, przejezdzamy autokarem do Arcidosso. A tam czeka na nas swieto kasztana.Po godzinie 16 musimy zbierac sie do powrotu do Sieny.
W Listopadzie pociag natura jedzie na swieto crostatone do miejscowosci Piancastagnaio, nastepnie w polowie miesiaca rusza na targ-wystawe bialego trufla Crete Senesi w SAN GIOVANNI D'ASSO. Wspaniale wydarzenie, polecam wszystkim. W srodu zamku ustawione sa stoiska z truflami, od drzwi czuc juz ich intensywny zapach. Wokol zamku rozlozone sa ogromne namioty a w srodku stoiska z produktami spozywczymi oraz rekodzielnictwem. Na poczatku grudniu pociag natura jedzie na swieto oliwy i targi bozonarodzeniowe. Jest mozliwosc odwiedzenia muzeum oliwy z oliwek w miejscowosci Seggiano. Druga wycieczka przewiduje pobyt w San Quirico d'orcia , na sama mysl wzdycham i tesknie... Ostatni pociag natura odjezdza w polowie grudnia i tym razem z miejscowosci Fabro zawozi nas do Sieny, gdzie przewidziane jest zwiedzanie miasta oraz muzeow.
Bilety mozna zarezerwowac przez internet. Cena biletu dla doroslego to 29 euro. Dzieci do lat 10 nie placa, lecz nie maja gwarantowanego miejsca siedzacego. Z doswiadczenia wiem, ze lepiej wykupic jest miejsce gdyz na przyklad moja 3-letnia corka absolutnie nie chcialaby siedziec na kolanach przez cala podroz. Co kazde 25 osob placacych 1 bilet gratis. Dodatkowo do ceny biletu nalezy dodac 3 euro wpisowego oraz ewentualna zaplate za przejazd autokarem.
W razie jakichkolwiek informacji mozecie wejsc na strone:


Nie pozostaje mi nic innego jak goraco zachecic wszystkich do wyjazdu do Toskanii oraz odbycie podrozy pociagiem natura.

piątek, 9 listopada 2012

Z czym kojarzy mi sie Toskania cz.2

Dzisiaj przedstawiam drugi komentarz, ktory zostal umieszczony pod wywiadem ABC na blogu Sabinki:

Toskania kojarzy mi się oczywiście z niezwykle pięknymi krajobrazami, jakich gdzie indziej szukać próżno. Ta malownicza kraina stanowi jeden z najpiękniejszych regionów Włoch. Są tacy, którzy uważają, iż toskańskie krajobrazy należą do najpiękniejszych na świecie.
Choć dotąd nie było mi dane być w Toskanii (oglądałam jedynie ją na zdjęciach i czytałam o niej w książkach), to w wyobraźni widzę tę krainę właśnie taką – cudowną, której piękno wzrusza i zapiera dech w piersi.
Widzę pełne soczystej zieleni urokliwe wzgórza, na których rozsiane są winnice i gaje oliwne. Widzę, jak w słońcu Toskanii dojrzewają najlepsze winogrona i oliwki, z których powstają później najlepsze wina i oliwa. Właśnie dlatego Toskania jawi mi się jako kraina winem i oliwą płynąca.
Skoro mowa o winie, to moim pierwszym skojarzeniem jest najbardziej chyba znane włoskie wino – Chianti – wytrawne, intensywnie czerwone, wręcz rubinowe, z lekką nutą zapachu fiołków. Nazwa tego wina pochodzi od toskańskich wzgórz Chianti, stanowiących prawdziwe serce Toskanii.
Jak wspomniałam, Toskania kojarzy mi się również z wytwarzaną tam wysokiej jakości oliwą. Można powiedzieć bez chyba żadnej przesady, iż oliwa z Toskanii, a w szczególności ze wspomnianych wzgórz Chianti, jest wyjątkowa: wyśmienita i dość cenna.
Istnieje polskie przysłowie, mówiące: „Prawda jak oliwa – zawsze na wierzch wypływa”. To przysłowie wyjątkowo skojarzyło mi się z tą krainą wina i oliwy, gdyż prawda jest taka, że Toskania to prawdziwy raj dla miłośników dobrego wina, wyśmienitej oliwy oraz przepięknych krajobrazów.
Ale mam jeszcze jedno skojarzenie z Toskanią. Gdy myślę o tej krainie, przed moimi oczyma w wyobraźni rozgrywa się wspaniały spektakl, który chciałabym kiedyś zobaczyć w rzeczywistości, a który jak na razie jest mi znany tylko z opisów. Chodzi o słynny toskański festyn Palio, odbywający się dwa razy do roku w Sienie, mający bogatą tradycję, bo sięgający swymi korzeniami czasów średniowiecza. Gdy czytałam o regułach tych zawodów, o tym, jak dokładnie one wyglądają, aż udzieliły mi się emocje, które towarzyszą temu niewątpliwie wspaniałemu widowisku.
Marzę o tym, by kiedyś móc odwiedzić Toskanię, zobaczyć jej osławione urokliwe krajobrazy, zachwycić się jej pięknem, wypić właśnie tam, w tym wyjątkowym miejscu lampkę wina Chianti, wziąć udział w tym barwnym i żywiołowym widowisku, jakim jest Palio i poczuć jego niezwykłą atmosferę.
Mam nadzieję, że kiedyś to marzenie się spełni. A na razie… poznaję Toskanię poprzez książki opowiadające o tej wspaniałej krainie, przenosząc się w wyobraźni na toskańskie zielone wzgórza.

                                                                                   Dorota

czwartek, 8 listopada 2012

Z czym kojarzy mi sie Toskania cz.1

Na blogu Sabinki zostalam zaproszona do wywiadu z serii ABC autora.
Oglosilysmy konkurs, w ktorym mozna bylo wygrac ksiazke "Slodkie pieczone kasztany". A pytanie konkursowe brzmialo: z czym kojarzy Ci sie Toskania?

Wyroznione zostaly dwa komentarze. Dzisiaj cytuje jeden z nich. Jednoczesnie pytanie konkursowe poddalo mi pewna mysl: by na blogu Turysta w Toskanii stworzyc serie pod tym samym tytulem. Jesli macie ochote napisac z czym kojarzy Wam sie Toskania - piszcie na adres:

aleksandra.seghi@email.it

Z wielka checia opublikuje Wasze wypowiedzi!

A oto pierwszy komentarz z bloga Sabinki:

Toskania kojarzy mi się z malowniczymi, barwnymi, sielskimi krajobrazami, z romantyzmem, winnicami, gajami oliwnymi, alejami cyprysów, zapachem ziół i kwiatów. Od razu przed oczami mam obraz wzgórz, porośniętych słonecznikami oraz wąskie, strome uliczki prowadzące do uroczych, kamiennych domków, zamieszkanych przez gościnnych, pogodnych i życzliwych gospodarzy. Toskania przywodzi mi też na myśl idealny klimat do życia, palące słońce, zawsze dobrą pogodę, kuszącą do zażycia spaceru wśród pól i łąk. Miejsce to niesie w sobie jakiś wymiar tajemniczości, zagadki, dlatego jest ciekawe i pobudza do refleksji. Czasem ma się wrażenie, że czas się zatrzymał, gdy widzi się tamtejsze kobiety, oddające się robótkom ręcznym lub też siedzące na ławkach przed domem i obserwujące przybyszy.
Toskania słynna jest też z charakterystycznych potraw, mnogości smaków. To właśnie tam można skosztować cenionego od wieków, tradycyjnego włoskiego wina i zaopatrzyć się w wytwarzaną tu prawdziwą oliwę z pierwszego tłoczenia. A, że jestem wielką wielbicielką wszelkich rodzajów serów, to mam tu prawdziwą oazę i rozkosz - od Raviggiolo di pecora senese, Pecorino di Pienza, po Ricotta di pecora senese. Owcze sery mają słodki, delikatny smak, pachną mlekiem, wręcz kuszą, aby ich spróbować. Ale nie tylko na serze człowiek żyje, więc warto również zakupić tam takie wędliny jak: Capocollo, czy Buristo, są naprawdę pyszne, bez sztucznych konserwantów, wytwarzane według dawnych i sprawdzonych sposobów. Jako typowy łasuch, nie przejdę też obojętnie obok toskańskich łakoci – ciasteczek drożdżowych Cavallucci, ciasta Panforte di Siena, pełnego aromatycznych owoców i przypraw. Wiele wypieków jest słodzonych miodem, przez co są o wiele zdrowsze. Toskańskie restauracje kojarzą mi się z wszechobecnymi truflami, dodawanymi do wielu potraw. A, że to Włochy, to oczywiście nie obyłoby się bez makaronu. Jest on tu wyrabiany ręcznie i nosi nazwę Pici.
Toskania to nie tylko krajobrazy i apetyczne jedzenie, ale też sztuka. To tutaj tworzyli i żyli Leonardo da Vinci, Michał Anioł i Rafael Santi, Dante Alighieri, Giovanni Boccaccio, Francesco Petrarca.
Będąc w Toskanii, warto również odwiedzić słynne miasta: Pizę, Florencję i Sienę. Oprócz słynnej Krzywej Wieży, czy katedry florenckiej, można tu zobaczyć naprawdę wiele ciekawych zabytków, w zależności od tego, co kogo interesuje.
Myślę, że w Toskanii każdy znajdzie coś dla siebie. Dla jednych będzie to szukanie ukojenia wśród Apeninów, falujących wzgórz i przyrody, kosztowanie tradycyjnej włoskiej kuchni, a dla innych obcowanie ze sztuką i aktywne zwiedzanie. To miejsce jest po prostu magiczne.

                                            Klementynka


poniedziałek, 5 listopada 2012

Lukka spacerem i nie tylko

Dzisiejszy tekst udostepnila nam Blanka z bloga Autostrada del SoleSerdecznie dziekuje i zapraszam do lektury:

Lukka spacerem. I na dwóch kółkach.

Lukka była letnią improwizacją, taki niespodziewany wypad weekendowy z przyjaciółką. Dojazd na miejsce i od razu oczarowanie: Lukka jest piekna! Zamknięte w grubym pierścieniu średniowiecznych murów stare miasto to raj dla pieszych i rowerzystów. Samochody w ilościach śladowych, co za ulga!
Pierwszy wieczór: chcemy coś zjeść. Nie wiemy gdzie, pytamy. Zaczepione na ulicy dwie miejscowe panie (Laura i Sonia) mówią, że właśnie idą na kolację do miłej restauracji i możemy się przyłączyć. Od tej chwili widzimy Lukkę oczami jej mieszkańców: są opowieści, anegdoty i wskazówki. 


In primis Lukka to miasto w którym urodził się Giacomo Puccini (to ten od „Cyganerii” i „Madame Butterfly”, precyzują nasze towarzyszki). Na kawę po kolacji idziemy do baru, który zwykł odwiedzać szacowny kompozytor (Cafè Di Simo). Nazajutrz panie polecają sklep z pamiątkami dotyczącymi twórczości Pucciniego (Puccini’s Memories, Piazza dell’Anfiteatro - Plac Amfiteatru). 


I skoro już jesteśmy przy tym placu, to jest on bardzo charakterystyczny, o kształcie elipsy, otoczony ze wszystkich stron kamienicami, pełen sklepików i kawiarenek – notabene najlepsze miejsce na aperitif – dodają zgodnie.
Po kawie spacer nocą, co robią chyba wszyscy, bo jest upiornie gorąco. Trzeba zobaczyć kościół św. Michała Archanioła (Chiesa di San Michele in Foro) – umieszczony na szczycie posąg patrona przedstawia go, jak dzierży w dłoni dwa potężnych rozmiarów diamenty. Legenda głosi, że w chwili potrzeby skarb zostanie przekazany mieszkańcom Lukki. Jak dotąd nie zmienił jednak właściciela. Prowadzone niczym przez Wergiliusza idziemy też do katedry (Duomo di San Martino). Jest tam grobowiec młodziutkiej żony jednego z możnych Lukki – Ilarii del Carretto. Nasze towarzyszki mówią, że znajdujący się na jego płycie posąg dziewczyny był inspiracją dla Walta Disneya do przedstawienia postaci Śpiącej Królewny. 


Jest już późno, więc choć z żalem, żegnamy Laurę i Sonię. Następnego dnia korzystamy z ich wskazówek i zwiedzamy miasto na rowerach. Punkt kulminacyjny to ponad 4 - kilometrowa trasa wzdłuż średniowiecznych murów – widoki są zniewalające. Na koniec jeszcze panorama miasta z góry, wspinamy się po schodkach 40 - metrowej wieży widokowej - Torre Guinigi. 


Nasze wspomnienie Lukki to: spacery, rowery, zwiedzanie bez komunikacji miejskiej – po prostu miasto na miarę człowieka niezmotoryzowanego - tego nam było trzeba! 


Wszystkie zdjecia pochodza z archiwum autorki tekstu. Za ich udostepnienie serdecznie dziekuje.

niedziela, 28 października 2012

Bella Toskania cz.III

Pani Katarzyna zaprasza nas na trzecia czesc wspomnien z wyjazdu do Toskanii.
 
                                                Siena 
 
Wreszcie dojechaliśmy do Sieny. Oczywiście na dobry początek, zaczęliśmy od poszukiwania dogodnego parkingu, jak zawsze, trochę kierując się według wskazań mapy, trochę przez przypadek. Udało się. Do wjazdu kolejka samochodów, ale poszło szybko. Niestety nagle zaczęło padać, więc w pośpiechu ruszyliśmy za grupą turystów, którzy jak sądziliśmy, wiedzą dokąd iść. Intuicja nas nie zawiodła. Żeby dostać się do Piazza del Campo, musieliśmy skorzystać z piętrowego tunelu z ruchomymi schodami. Zanim jednak to zrobiliśmy, zaintrygowały nas biletowe automaty, których funkcję przyszło nam poznać dopiero na zakończenie dnia.
 
Pokonując kolejno ruchome schody, natknęliśmy się na wyjątkowa ciekawostkę. Otóż jedna ze ścian wyłożona jest mozaiką kolorowych, ceramicznych kafelków. Każdy jest inny, każdy zachwyca wzorem, ciekawą fakturą i niepowtarzalnością. 


Jak widać, nawet wyjście z parkingu, może stać się niebanalną galerią sztuki.
Znakiem rozpoznawczym Sieny jest wilczyca karmiąca Romulusa I Remusa, pojawiająca się w wielu miejscach miasta. Zgodnie z legendą Sienę założył Senius, syn Remusa, który był jednym z założycieli Rzymu.














Piazza del Campo – ma dość specyficzny, a przez to interesujący kształt muszli, lub jak niektórzy nazywają - wachlarza. Czerwony, wybrukowany cegłą i marmurem plac, opada skośnie w dół, od kamienic położonych wzdłuż górnej krawędzi “muszli” do Palazzo Pubblico w którym znajdują się do dzisiaj władze miasta. Mówi się, że kształt Piazza del Campo nawiązuje do płaszcza Panny Marii, opiekunki Sieny. Palazzo Pubblico wybudowano w latach 1297 – 1310 z cegły i trawertynu. Prezentuje się okazale, głównie dzięki górującej nad placem Torre del Mangia – strzelistej dzwonnicy, dobudowanej około trzydzieści lat później. Plac to przede wszystkim Palio – najsłynniejszej włoskiej gonitwy konnej. 2 lipca i 16 sierpnia, rozgrywa się ta święta gonitwa. Poprzedza ją, celebrowana przez biskupa „msza dżokeja” – messa del fantino. Tuż przed 16.00 wyrusza uroczysty, kolorowy orszak z chorągwiami, wykonujący imponujące ewolucje. Tłum wiwatuje i rozpoczyna się wyścig, podgrzewany niskimi dźwiękami bębnów. Wyścig trwa dosłownie chwilę, a gdy zwycięzca dobiega do mety, tłum szaleje. Zwycięska dzielnica otrzymuje nagrodę i wielkie uznanie ludzi. Wieczorem zaś zaczyna się prawdziwa włoska feta.
Marmurowa Fonte Gaia „Radosne Źródło”, powstała w 1419 roku. Twórca jej był Jacopo di Pietro. Obecna dekoracja rzeźbiarska to kopie dzieł, które znajdują się w muzeum. Ciekawostką jest, że do dzisiejszego dnia, źródło zasilane jest wodą, płynącą ze średniowiecznego akweduktu. To pierwsza miejska fontanna. 

 
Kiedy pierwszy raz ujrzałam tę katedrę, pojawiło się pytanie – Która będzie dla mnie numerem 1? Której wręczę palmę pierwszeństwa – katedrze sieneńskiej czy florenckiej? Obie zapierają dech, obie niewiarygodnie zachwycają pięknem. No więc, która?
Katedra Wniebowzięcia N.M.P. powstała w XIV wieku. Twórcą projektu był Nicola Pisano, lecz to jego syn Giovanni, nadał jej ostateczny wygląd. Historia jej sięga nieco dalej niż XIV wieku. Otóż już w wieku IX teren, na którym obecnie znajduje się katedra, zajmowały budynki sakralne i pałac biskupi.
Wnętrze katedry zdobi marmurowa posadzka, wykonana z pasów białego i czarnego marmuru oraz ambona wykonana przez Pisano. Zachwyt powodują także dzieła innych, najsłynniejszych twórców włoskich - Donatella, Michała Anioła, czy Berniniego.
Biały i czarny kolor, to kolor herbu Sieny, dlatego zastosowano taki motyw marmuru w paski. Katedra ma trzy nawy. Nawa główna długości około 60 m i szerokości około 35 metrów. W nawie możemy podziwiać aż 172 popiersia papieży, w rogach łuków jest 36 popiersi cesarzy.


Biało – różowy marmur świeci się w promieniach toskańskiego słońca. Niespotykana mnogość dekoracji rzeźbiarskich, pokrywa całą elewację katedry.

 












W osobistym starciu na palmę pierwszeństwa sądzę, że katedra florencka przyćmiewa sieneńską z zewnątrz, ale wnętrzem sieneńska bije florencką na głowę. I odpowiedź gotowa w połowie

Pokryte misternymi freskami wnętrze przykatedralnej biblioteki Piccolomini

Zapuszczając się w ciasne uliczki Sieny, trzeba uważać by nie zgubić się w ich labiryncie. Zawiłe i często strome, odkrywają swoje piękno przed każdym, wrażliwym obserwatorem. Spacerując nimi można chłonąć sieneński klimat bez końca. Późnym popołudniem słońce maluje bajeczne obrazy na fasadach średniowiecznych kamienic. Trudno było nam rozstać się z tym miejscem. 



 Spacerkiem po uliczkach Sieny











No cóż czas wracać. Ponownie pokonujemy ruchome schody w stronę parkingu. Ledwo powłócząc nogami, doszliśmy do samochodu. Mąż wciska bilet parkingowy a tu nic, wyskakuje, pojawia się komunikat, bramka ani drgnie. Kilka prób i zaczynamy się denerwować, bo za nami ustawił się już sznur samochodów do wyjazdu. O co chodzi? Na szczęście podszedł do nas jakiś polski turysta i oświecił nas, że bilet należało skasować w automacie jeszcze w tunelu i tam też dokonać opłaty. Ledwo udało się wycofać z kolejki na bok parkingu, by nie blokować innych wyjeżdżających. My, a raczej mój mąż, musiał wrócić do przejścia by opłacić postój. W ten właśnie sposób poznaliśmy tajemnicę automatów, stojących w holu wejścia do tunelu. Wiadomo, człowiek uczy się całe życie. 

Piza – miasto Galileusza
Krzywa Wieża dalej jest krzywa i wciąż z każdej strony oblegana przez tłumy turystów. Każdy chce mieć zdjęcie z wieżą w tle. Ludzie uprawiają przed nią dziwne pozy, wyginają się i wyciągają rączki. Wszystko bardzo śmiesznie wygląda, ale czego się nie robi by mieć pamiątkowe zdjęcie bohatera, podtrzymujacego przechylającą się wieżę.
Pod koniec XII wieku prace nad budową wieży, mającej pełnić rolę dzwonnicy, przerwano na prawie 100 lat. Zapadł się pod nią teren. Przez kolejne stulecia konstrukcja wciąż się przechylała. Dziś jej odchylenie od pionu wynosi 3,99 m. Waży ponad 14 tysięcy ton i mierzy 56 metrów.
Już od początku budowy wieża zaczęła się przechylać. Próbowano wyrównać odchylenie poprzez przedłużenie z jednej strony długości kolumn. Oczywiście na niewiele się to zdało. Dopiero w latach 90-tych XX wieku, rozpoczęły się fachowe prace remontowe. Maksymalny stopień odchylenia – 4,47 m. został odnotowany w 1993 roku. Na wiele lat wieżę zamknięto dla zwiedzających. Dziś można bez problemu wdrapać się na jej szczyt i podziwiać panoramę Pizy i okolic. 

 
W 1600 roku, mieszkańcy Pizy byli świadkami pewnego eksperymentu. Otóż Galileusz chcąc obalić teorię Arystotelesa, że prędkość spadania ciał zależy od ich wagi, wdrapał się na szczyt wieży i spuścił z niej dwie kule o wadze 80 kg i 200 kg. Obie spadły w tym samym momencie. Galileusz zatriumfował i dumny zszedł z wieży. W owym czasie Galileusz obejmował stanowisko dziekana na wydziale matematyki na uniwersytecie w Pizie.


  Kopuła baptysterium św. Jana Chrzciciela – największego baptysterium we Włoszech. Jego obwód wynosi ponad 107 metrów. Atrakcją są XIII – wieczne chrzcielnice o różnych rozmiarach. Dekoracja rzeźbiarka w całym baptysterium nawiązuje do życia i działalności św. Jana Chrzciciela. Zadziwiająca jest misterność i precyzja, które podobnie jak w katedrze, dają uczucie lekkości i harmonii.


Katedra Matki Boskiej Wniebowziętej została wzniesiona na przełomie XI i XII wieku. Pięcionawowe wnętrze przykrywa kasetonowy sufit. W absydzie znajduje się przecudowna mozaika z XIII wieku, przedstawiająca Chrystusa, Maryję i Jana Chrzciciela. Wnętrze zdobi także ambona, której twórcą był Pisano. 

 
Zjawiskowa fasada robi wrażenie. Udekorowana została czterema rzędami kolumn i całym mnóstwem posągów, ślepych arkad bocznych, bogatych w ornamenty portali. Mimo, że mamy do czynienia z nadmiarem ozdób, katedra uważana jest za przykład doskonałej harmonii.
Z katedrą wiąże się także legenda, która mówi, że wspomniany już Galileusz, obserwując w niej oświetlenie (tzw. Lampa Galileusza), odkrył prawo ruchu wahadła. 

Relaks podczas zwiedzania
 

Piza od podwórka nie wygląda imponująco. 


To fotka ulicy wiodącej z parkingu do Piazza dei Miracoli. Codzienność jak widać dopadła nas choć mieliśmy zamiar jej nie dostrzegać. Ale to tylko tak na marginesie.
Spotkanie z Toskanią to także miejsca, których nie ma w przewodnikach. Zabłądziliśmy nad brzeg morza. Chcieliśmy delektować się ciszą i tak też było. Kompletnie wyludnione o tej porze roku nadmorskie miejscowości nie miały nam do zaoferowania niczego ponad szum fal. Po spacerze chcieliśmy coś zjeść, ale niestety wszystko było pozamykane. Tak to jest nad morzem po za sezonem. 


Nie wspomniałam o basenie, który był przy naszym domu. Przez kilka dni chodził mi po głowie pewien plan. Dopiero pod koniec urlopu mogłam go zrealizować. Była piękna pogoda, słońce wręcz parzyło. Kazałam mężowi przynieść aparat. Wzięłam niewielki rozbieg i w pełnym rynsztunku wskoczyłam do basenu. Marzyłam o tym i udało się. Tak było fajnie, że powtórzyłam swój wyczyn kilkakrotnie. Niestety męża nie dało mi się namówić. 

 

Nadszedł niestety moment powrotu do domu. Jak to się mówi – wszystko co dobre, szybko się kończy. A było dobre, wręcz wspaniałe, bo obojgu nam naprawdę nie chciało się wracać. Drogę powrotną mój mąż opracował w tajemnicy przede mną. Skoro zrezygnował dla mnie z wakacji w Alpach, postanowił choć na chwilę o nie zahaczyc. Tak więc odwiedzieliśmy Alpy.



Dokładnie nie pamiętam którędy jechaliśmy. Pamiętam, że zrobiło się zimno i zupełnie inaczej, jakoś smutniej, ale nic nie mówiłam. Układałam sobie w myślach plan następnej wycieczki do Toskanii. Marzy mi się toskańska prowincja i nauka gotowania tradycyjnych toskańskich potraw.

Wszystkie zdjecia pochodza z archiwum autorki tekstu. Dziekuje za ich udostepnienie.